zaczynajac doktorat

7 rzeczy, które chciałabym wiedzieć zaczynając doktorat

Jakoś na początku doktoratu, jeszcze zanim zaczęłam pisać tego bloga, trafiłam na prezentację Enrico Glerean o dwóch sposobach na udany doktorat. Doktoranci zostali tam podzieleni na tych, którzy „marnowali czas” i tych, którzy go „nie marnowali”.

Wiadomo – tych ścieżek jest więcej i te dwie są uogólnieniem. Poza tym prezentacja wcale nie określiła, która z tych ścieżek jest lepsza. Ale – tak czy tak – dała mi wtedy, na początku, dużo do myślenia.

Obejrzyjcie ją tutaj, nie jest długa, i zaraz wracam do mojej rozkminy :)

Krótka historia moich początków

Przede wszystkim, doktorat nie był moim planem na życie od kołyski ;) Pomimo angażowania się w różne naukowe projekty w czasie studiów, nawet kończąc magisterkę nie byłam jeszcze zdecydowana czy chcę dalej pracować w nauce. Z jednej strony sama praca naukowa podobała mi się niesamowicie i pociągała mocno, z drugiej realia studiów doktoranckich nie zachęcały do ich rozpoczynania.

W tym czasie, kiedy zdecydowana byłam już praktycznie na pracę w poza akademią, dostałam – w sumie trochę przypadkiem, trochę zbiegiem okoliczności – jak to chyba zazwyczaj w życiu ;) ofertę doktoratu w Hanowerze. Trochę namysłu, trochę przeplanowywania życia, no i – poszło. Przeprowadzka i start w nowym miejscu, nowym języku. Jeśli chcecie – dajcie znać, kiedyś napiszę o tym więcej… Ale wyzwań na początku zdecydowanie nie brakowało :)

Wyszło tak, że trafiłam w system pracy, o jakim marzyłam – z ogromem niezależności, wolności, nieco mniejszym wsparciem niż się spodziewałam, generalnie powiedziałabym – od razu na głęboką wodę. Doktorant w inżynierii w DE (albo na mojej uczelni) nie jest w żadnym wypadku studentem i zupełnie nie jest tak traktowany – jest kierownikiem swojego projektu, jego CEO, COO, CFO ;), no i do tego wykonawcą.

Wracając do prezentacji – te rozkminy na początku dały mi do zrozumienia, że nie chcę się spieszyć z doktoratem. Po dwóch i pół roku mogę powiedzieć, że udaje mi się z tą drugą opcją – że chcę maksymalnie wykorzystać czas i możliwości, które mam, i że jestem z tego wyboru naprawdę zadowolona. Dwa i pół roku minęły mi tak szybko, że aż nie wiem kiedy, a z drugiej strony patrząc z perspektywy czasu i zdobytych w tym czasie doświadczeń, nie jestem już tą osobą, którą byłam zaczynając tę przygodę. Mam wrażenie, że to był dobry wybór :)

I tak ostatnio stwierdziłam, że chcę spisać te rzeczy, które sama chciałabym wiedzieć od razu, na początku, zaczynając doktorat.

zaczynając doktorat

7 rzeczy, które chciałabym wiedzieć zaczynając doktorat

[1] Czas na czytanie jest niezbędny. Naprawdę warto regularnie rezerwować czas na orientowanie się, co dzieje się w tej dziedzinie nauki i w branży, w której mam zamiar zostać na kolejne lata. Że zawężenie się tylko do tego, co jest moim tematem, po czasie nie pomoże mi, a raczej zaszkodzi. Widzę tego rezultaty już teraz, zwłaszcza kiedy współpracuję z firmami – szersza wiedza pomaga.

[2] Projekty poboczne mają sens. Odłożenie swojego projektu nieco na bok nawet na kilka miesięcy, żeby w tym czasie ze studentami zrealizować temat zupełnie poboczny – też ma sens. Oczywiście o ile ten projekt jest w zakresie moich zainteresowań ;) Ale są to rzeczy, które nie wejdą do mojego doktoratu.

[3] Projekty poza-naukowe są świetną okazją do rozwoju. Zaangażowanie się w inicjatywy, które nie są stricte naukowe – jak ten blog, jak wolontariat w Fundacji Polonium i organizacja pierwszej konferencji SPP Meetup w Berlinie – przynoszą więcej dobrego, niż mi się na początku wydawało.

[4] Zawsze warto przełamywać się. Przełamywać strach przed podjęciem inicjatywy, strach przed zobowiązaniem się do czegoś poza swoją strefą komfortu, a nawet nieco poza swoimi możliwościami…

[5] To ważne, żeby szukać osób, od których można się uczyć. Wiecie pewnie sami, że czasem kilka usłyszanych zdań lub jedna rozmowa potrafią tak poukładać myśli, jak nic innego. Wsparcia innych ludzi, grup czy mentorów nie da się zastąpić, a rzadko przychodzi do nas samo. Trzeba się ruszyć i rozejrzeć :)

[6] Błędów nie uniknie się nigdy. Nieudane współprace, rozczarowania i nadzieje, które jednak nie wyszły, są po prostu częścią tego procesu, tej drogi.

no i ostatnie:

[7] że nigdy nie będzie lepszego czasu na powiększenie rodziny, niż ten teraz, kiedy nie brakuje ani energii, ani elastyczności, niczego :) Przeglądałam ostatnio kalendarz z 2016 roku. Fakt, był intensywny, ale jak zobaczyłam te wszystkie wyjazdy – i zawodowe, i konferencyjne, i urlopowo-wycieczkowe – to aż zdziwiłam się, że tak dużo się działo. A potem przypomniałam sobie dużą czerwcową konferencję w Holandii, na którą jechałam praktycznie prosto ze spływu kajakowego pod namiotami. Nigdy nie będzie lepszego czasu, niż ten, który jest, który dzieje się właśnie teraz. Więc klucz – nie rezygnować z okazji, z możliwości, nie „prze-myśliwać” rzeczy zbyt głęboko żeby nie przekombinować. Czasem lepiej po prostu działać, w końcu tu i teraz dzieje się życie.

Widzicie – rozpisałam się dziś mocno od siebie (chyba pierwszy raz aż tak :) ), ale cieszę się. Chciałam się tym z wami podzielić. Te punkty powyżej i prezentacja, którą wrzuciłam na początku, są tym, co chciałam wam o sobie i o mojej przygodzie z nauką opowiedzieć.

Tymczasem mam nadzieję, że to małe stworzenie, które lada dzień pojawi się na świecie, pozwoli mi od czasu do czasu trochę czytać, trochę pracować i pisać też tutaj pomimo rocznego urlopu, na który się zdecydowałam :)

Zostawiam was na koniec z przekornym cytatem ;) Zgadzacie się z nim?

zaczynając doktorat

sign

FacebookTwitterGoogle+Copy Link
  • Marcin

    Ciekawy artykul :) Uswiadomil mi, ze zaczalem w trybie slow i z czasem przestawilem sie na tryb fast. Zwiazane to bylo ze zmiana podejscia z kariery naukowej na poza naukowa. I chyba jestem zdania, ze tryb slow jest jednak dla idealistow i jesli nie wyprodukujemy paperow z tego okresu szerokiego zainteresowania to wydaje mi sie niestety, ze bedzie to niewidowczna praca i jedyne co pozostaje na koncu to i tak doktorat. Trzeba wiec uwazac na tryb slow bo jesli nie wyprodukuje sie niczego to mozna stracic troche czasu.

    • Totalnie się z Tobą zgadzam Marcin z pisaniem i publikowaniem rezultatów, nawet tych pobocznych. Inaczej praca zginie, racja.
      No i dobry punkt z tym, czy chce się później zostać w nauce/R&D czy pracować poza nią… A w ogóle dla mnie najlepsza jest możliwość wyboru – i że żaden z tych trybów, czy fast czy slow, nie jest lepszy od drugiego :)

  • Ewa

    Swietny artykul Kasiu. Ja rozrozniam natomiast swiadomy i nieswiadomy doktorat☺.do dzis nie wiem ktory lepszy😆. I dodalabym ze doktorat jest chyba najlepszym czasem w zyciu bo nie ma egzaminow i scislych deadlinow.Jest sie baasaardzo elastycznym. Jest to swietny czas na poznanie siebie i swoich predyspozycji.

    • Dzięki :) Ciekawa jestem co masz na myśli z „nieświadomym doktoratem” :D Ale racja – te predyspozycje są ważne…