Czeka Cię wyjazd na pierwszą konferencję naukową? A może wybierasz się na taką już kolejny raz, ale wciąż denerwują Cię małe detale podczas organizowania wyjadzu? Albo wracasz z wrażeniem, że nie wykorzystałeś tego czasu tak, jak można było? Przed nami temat: #conferencetravel!

Przygotowując ten tekst policzyłam swoje dotychczasowe wyjazdy konferencyjne – włącznie z tymi studenckimi wyszło mi ich prawie 20, aż się zaskoczyłam ;) Przez ten czas zrobiłam sobie checklistę, która pomaga mi przygotować się do konferencji przed wyjazdem, pozwala ogarniać w trakcie, i maksymalnie wykorzystywać te wyjazdy. Z chęcią podzielę się z Wami tutaj tą listą, dajcie proszę znać jeśli myślicie, że warto dodać do niej jeszcze jakiś punkt!

PRZED KONFERENCJĄ

Dane i adresy.

Koniecznie zapisuję sobie wszystkie potrzebne adresy wraz ze szczegółami. Szukanie potrzebnego numeru budynku gdy człowiek jest już w sumie spóźniony nie należy do przyjemności ;) To samo z adresem hotelu (OK, najczęściej po prostu oznaczam go gwiazdką na mapach google). Plus obowiązkowo w kalendarzu godzina i sala, w której będzie moja prezentacja.

Lista pakowania.

Delegacja do podbicia? Wizytówki? Adapter do podłączania laptopa do rzutnika, dodatkowy pendrive? Może paszport? To rzeczy, które znajdą się na mojej liście, bo odróżniają wyjazd konferencyjny od innych wyjazdów – i dlatego najłatwiej mi o nich zapomnieć. Stwórz taką listę, żeby pomogła Ci sensownie i szybko się spakować.

Przegląd programu konferencji.

To chyba najważniejszy punkt do wykonania przed konferencją. Kilka dni wcześniej otwieram szczegółowy program i zaznaczam prezentacje, które są dla mnie interesujące – w dwóch kategoriach: must see i maybe. Dzięki temu wiem, że nie przegapię wykładów, których bardzo chciałam posłuchać na żywo, i że nie będę musiała w przerwie kawowej przeglądać programu i zastanawiać się do której sali teraz pójść. Na większych konferencjach ostatnio spotkałam się też z aplikacjami na telefon, które mają opcję oznaczania prezentacji i tworzenia swojego planu, bardzo fajna sprawa!

Druga rzecz – znalezienie osób, z którymi chcę porozmawiać, nawiązać kontakt, zapytać o artykuł czy prezentację. Spisuję nazwiska na osobnej liście – dzięki temu łatwiej przypomnę sobie o tym, gdy ktoś na przykład stanie przede mną w kolejce po kawę. Po prezentacji nie zawsze łatwo złapać prelegenta.

W TRAKCIE KONFERENCJI

Tutaj sprawdzają się u mnie dwie kwestie, które możemy sprowadzić do wspólnego mianownika: notatki.

Notuję często w czasie prezentacji – słuchając wykładów przychodzą do głowy pomysły lub pytania, które nie zostaną na dłużej, jeśli ich nie zapiszę. Dla mnie zdjęcia slajdów nie wystarczają – rzadko kiedy potrafię później przypomnieć sobie, po co w ogóle zrobiłam to zdjęcie… ;)

Zapisuję też krótkie memo, jeśli obiecałam komuś coś przesłać. Spisuję nazwiska osób, z którymi ciekawie się rozmawiało, a z którymi nie wymieniliśmy wizytówek. Dzięki temu po konferencji mogę odezwać się mailowo lub nawiązać kontakt na Linkedinie czy ResearchGate.

PO POWROCIE

Po konferencji, a często jeszcze w podróży, też robię notatki – spisuję dla siebie, które prezentacje były ciekawe, które artykuły chcę przeczytać w całości, jakie pomysły przyszły mi do głowy. Wysyłam obiecane maile i wiadomości. Po powrocie opisuję wizytówki (notuję na każdej wizytówce na której konferencji ją dostałam) i skanuję je. Rozliczam delegację. I… wracam z powrotem do zwykłego trybu pracy, no cóż ;)

Do tej pory wyjazdy na konferencję planowałam w notatniku – według takiego właśnie schematu. Od października działam w zaprojektowanych w tym celu stronach w PhD Plannerze. Poniżej przykład, jak to u mnie wygląda. Nieważne, czy to notes, planer, czy plik w komputerze – chodzi o to, żeby udział w konferencjach był sensowny i owocny! :)

pierwsza konferencja naukowa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here