Założyłam sobie dzisiaj, że marzec będzie miesiącem kreatywności, takiej, nazwijmy to, twórczo-naukowej. To nic, że dziś już 9.03 – tym lepiej, krócej zostało do jego końca ;)

Trafiłam w ostatnich dniach na jeden cytat (no dobra, w sumie to dwa) i kilka artykułów o kreatywności, i w tym miesiącu czas i na moje trzy grosze. Będzie o tym, jak nauczyć się pracować twórczo? Albo raczej jak zacząć się tego uczyć?

Zainspirowała mnie do tego posta bardzo zmiana miejsca – spędzam teraz dwa tygodnie na badaniach w firmie, z którą współpracuję w ramach doktoratu. W związku z tymi badaniami mieszkam w tym czasie sama w małym miasteczku 500 km od Hanoweru, co, po pierwsze, świetnie pozwala skupić się na tym, na czym mi teraz zależy – czyli na tych właśnie badaniach, a po drugie daje czas i możliwość popatrzenia na sprawy jakoś z innej perspektywy. Nie będzie tu jednak porad w stylu – spójrz na zwykłe przedmioty w inny sposób, przejdź się trasą, którą zwykle nie chodzisz, etc. Nie, nie o takiej kreatywności. Raczej o tym, co na jej temat powiedział Fromm. Zainteresowani?

A wszystko zaczeło się od tego, że w samochodzie znalazłam płytę Turnaua, którą przez całą drogę tu na miejsce przesłuchałam wszerz i wzdłuż. I w ucho wpadł mi cytat (to ten drugi, pierwszy będzie później ;) ):
„Gdy kwitnie żonkil, ten, co wie, że żyjesz aby stawać się…”
No i właśnie, tak mi od tygodnia chodzi po głowie, że żyjesz, aby stawać się. Przebieg, a nie osiągnięcia; trasa, a nie meta… Proces, ciągłość, codzienność.
Niech się ta myśl jeszcze pokręci w głowie.

Natomiast kilka dni później trafiłam na cytat (to ten pierwszy ;) ) Ericha Fromma:

Fromm_creativity

I tak sobie zestawiłam krótko pierwsze, co przyszło mi na myśl na każdy z tych punktów cytatu; wpisałam te zdania czy myśli w pięć kwadratów w moim notatniku (polecam spróbować, trzy minuty na zaskoczenie się efektem! ;) ), i w ostatnim znalazł się właśnie ten Turnauowy fragment „że żyjesz aby stawać się”. I tak zamknęło mi się w klamrę to, co chodziło mi po głowie w sprawie kreatywności :)

Chodzi mi o to, że te trzy rzeczy, które Fromm wymienił jako pierwsze, są tymi, których zazwyczaj wcale się przy kreatywności nie wymienia.

(Jeśli chcesz spróbować wpisać swoje pierwsze skojarzenia do cytatu powyżej, teraz jest na to ostatni moment, za chwilę będzie już za późno ;) )

Bo jak to, kreatywność wymaga bycia zdezorientowanym? Skoncentrowanym? Napięcia? A gdzie te swobodnie krążące myśli i ołówek szkicujący pięciolinię z kompozycją na całą orkiestrę?
No właśnie, dzisiaj i tutaj mam na myśli tę kreatywność, która pozwala nam skierować myśli na inne tory, zauważać więcej niż zwykle, być bardziej efektywnymi w tym, nad czym pracujemy, podchodzić do tematów świeżo, sprytnie. Nic wspólnego z motylami i zamkniętymi oczami, nie tym razem.

Fromm moim zdaniem świetnie takie twórcze podejście ujmuje – być zdezorientowanym, czyli pozwolić sobie na tą świadomość niewiedzy i nie znania odpowiedzi na wszystkie pytania w trybie natychmiastowym, na brak możliwości wytłumaczenia wszystkich zagadek. Stan, z którego nie trzeba się zbyt szybko wyzwalać, uciekać. I teraz przeskok do punktu trzeciego – akceptować napięcie. To napięcie, które wynika z potrzeby szybkiego uporania się z ‚problemem’, zostawienia go za sobą – nawet jeśli nie doskonale rozwiązanego, to przynajmniej zamkniętego. Umieć tkwić w pytaniu, w tej niewiedzy, w tym napięciu szukać kolejnych pytań…

I jeszcze powrót do dwójki – koncentracja. Bez koncentracji, wg Fromma, nie ma kreatywności, nie ma innowacyjnego rozwiązywania problemów, zagadek, pewne rzeczy nie wpadną do głowy same, przypadkiem czy przy okazji – trzeba skupienia, spędzenia czasu w danym temacie, zorientowania myślenia.
A drugą część cytatu, tę związaną moim zdaniem już z osobowością, zostawię Wam, bez zamykania w moje komentarze. To be born everyday and to feel a sense of self…

Temat kreatywności został zasponsorowany przez moje badania – ich pierwsze wyniki, które nijak na razie wydają się nie nadawać do interpretacji, na wnioski tym bardziej jeszcze jest za wcześnie; więc tymczasem powoli opracowuję sobie narzędzia do analizy tych wyników w pythonie, a ta kreatywność będzie kolejnym narzędziem, coś czuję, że wcale nie mniej przydatnym… :)

A na koniec jeszcze, przypomniała mi się grafika wygrzebana kilka lat temu gdzieś w internecie, którą udało mi się jeszcze znaleźć na dysku – w temacie, tylko z trochę innej strony:

last-minute panic

Tak więc, kreatywny marzec czas start!