Czas płynie szybciej niż by się mogło wydawać: we wrześniu minęło półtora roku odkąd zaczęłam pracę na uczelni. Mam wrażenie, że nie wiem kiedy ten czas minął, a z drugiej strony jak chcę poupychać wszystko, co się wydarzyło, w te 18 miesięcy to nie wiem, jak to się tam w ogóle mieści ;) Z tej okazji – zapraszam na pierwszy w historii tego bloga update z mojego doktoratu. Raz na półtora roku nie zaszkodzi, prawda? ;)

Granty i studenci

Dostałam grant, na którym mi zależało – czyli też dodatkowe finansowanie mojego aktualnie głównego projektu na najbliższe dwa lata. Świetny news, sporo spraw mi ułatwia, a z drugiej strony papierologia z nim związana już mi się rozpycha w kalendarzu ;)

Dwa tygodnie temu obronił się jeden z moich studentów** – to pierwszy, który pisał u mnie magisterkę. I to magisterkę z badaniami. I pomimo wszystkich moich strachów na początku (do tej pory pracowałam głównie ze studentami przed inżynierem/bachelorem) wyszła z tego naprawdę fajna praca, rozpisuję już tematy na kolejne MSc :)

** – krótkie wyjaśnienie – w Niemczech asystenci jeszcze przed doktoratem są najczęściej opiekunami prac studenckich, natomiast profesor jest egzaminatorem. Studenci piszą podczas studiów cztery prace – 2 na I stopniu i 2 na II (przynajmniej na technicznych kierunkach).


Uni Hannover

Jesienny Uni Hannover (photo credit: Ben Spreng )

AcWri & GrantWri

Jestem po uszy zakopana w pisaniu – dwóch artykułów do czasopisma, dwóch konferencyjnych i jeszcze jednego draftu wniosku o grant, tym razem trochę większego.

Plusy są dwa – uczę się przy tym naprawdę dużo, no i w końcu na serio zaczęłam testować Scrivenera. Dam mu jeszcze trochę czasu, ogarnę go nieco bardziej i napiszę niedługo jak się sprawdza ten bezlitosny tracker ilości słów… Minus – na blogu przez to ostatnio ciszej. Ale będzie lepiej! ;)

Przez to całe pisanie aż zaczęłam malować paznokcie na różne kolory, żeby sobie urozmaicać widoki ;) Laboratorium nie widziałam praktycznie od końca lipca i do listopada tak zostanie. A potem…

Badania

A potem ruszam z kolejnymi badaniami – druga część tych do mojego doktoratu (o których pisałam kiedyś, że nie da się do nich przygotować ;) ), i prawdopodobnie kolejny side-project – udało mi się skontaktować z firmą w Japonii, na współpracy z którą zależało mi od dawna. Mailujemy sobie jeszcze o szczegółach – w niezwykle japoński, subtelny sposób (do dzisiaj myślałam, że nie da się napisać subtelnego maila o rodzajach odpraw celnych – a jednak!), i czekam niecierpliwie co z tego wyniknie :)

i inne :)

W ostatnich miesiącach na tapecie też tematy organizacji – układam sobie trochę sztywniejszą rutynę tygodnia (na razie z dość marnym skutkiem ;) ), zaczęłam korzystać z Nozbe (świetny program do zarządzania projektami, po kilku miesiącach mogę go już z czystym sumieniem polecać – zostaje u mnie jako standardowe narzędzie), i próbuję ogarnąć moje dodatkowe, poza-uczelniane zajęcia, które wystartowały w połowie września.

No i… gdzieś w międzyczasie przyszła jesień.

A jak zaczyna się Wasz kolejny semestr?


Mam do Was jeszcze jedno pytanie – bez jakich programów/narzędzi nie wyobrażacie sobie doktoratu czy pracy na uczelni? Co sprawdza się u Was najlepiej? Dajcie znać w komentarzach!

  • Cześć, też piszę doktorat i korzystam z kilku narzędzi. Do szybkich notatek i różnych wpadających niespodziewanie do głowy pomysłów, używam Wunderlista, a w grupowaniu i porządkowaniu zebranych materiałów bardzo przydatny jest OneNote. Korzystałem z niego przy pracy licencjackiej, magisterskiej i spisał się świetnie ratując kilka razy moją zawodną pamięć :)

    PS Bardzo fajny i wartościowy blog. Szkoda, że nie piszesz częściej.

    • Cześć Sebastian, dzięki za odpowiedź! Pytałam o narzędzia, bo zbieram feedback też do takiego wpisu :) U mnie system jest podobny, choć aplikacje inne -> zamiast Wunderlista Nozbe, a zamiast OneNote Evernote, ale narzędzia to tylko narzędzia :)
      Co do częstszego pisania – będą zmiany na lepsze ;) Dzięki za miłe słowa!